top of page
Szukaj

Kiedy governance zapomina o swoim celu

Kiedy governance zapomina o swoim celu

W ostatnich miesiącach, w kolejnych artykułach i refleksjach o etycznym przywództwie, wracałem wielokrotnie do pytania, które staje się dla mnie coraz ważniejsze — nie tylko jako zagadnienie teorii przywództwa, lecz jako kwestia przetrwania organizacji: co dzieje się, gdy systemy, które miały chronić integralność, stopniowo zaczynają konsumować sam cel, któremu miały służyć, i gdy governance, zamiast rozwijać odpowiedzialność, inicjatywę i rozeznanie, zaczyna organizować posłuszeństwo?

To pytanie rozwija obawę, którą wcześniej poruszałem przy okazji Free to Obey Johanna Chapoutota: możliwość, że systemy organizacyjne przedstawiane jako racjonalne, zdyscyplinowane i nowoczesne mogą być w rzeczywistości zaprojektowane mniej po to, by wzmacniać odpowiedzialność, a bardziej po to, by fragmentować władzę; mniej po to, by wspierać znaczący wkład, a bardziej po to, by zapewniać zgodność; mniej po to, by rozwijać ludzki osąd, a bardziej po to, by go oswajać.

Ma to znaczenie, ponieważ gdy governance zaczyna nagradzać posłuszeństwo zamiast innowacji, ostrożność zamiast zaangażowania i proceduralną lojalność zamiast inteligentnej skuteczności, przestajemy mieć do czynienia z governance jako strukturą wspierającą misję. Zaczynamy mieć do czynienia z mechanizmem, który służy samemu sobie.

Większość instytucji zaczyna od misji. Powstają, by rozwiązać problem, służyć społeczności, tworzyć wartość, chronić zasób, edukować, leczyć, innowować lub w inny sposób wnosić sensowny wkład w społeczeństwo. Governance pojawia się nie jako sama misja, lecz jako konieczna architektura dyscypliny, stewardship, przejrzystości i odpowiedzialności, pomagająca organizacji pozostać spójną i odpowiedzialną w dążeniu do większego celu.

W najlepszym wydaniu governance nadaje odpowiedzialności strukturę. Wyjaśnia władzę, chroni stewardship, wspiera konsekwencję i pomaga liderom podejmować decyzje w sposób przejrzysty, proporcjonalny i możliwy do obrony etycznej. Jest niezbędne. Żadna poważna instytucja nie może długo funkcjonować bez niego.

W governance tkwi jednak ryzyko, o którym mówimy zbyt rzadko i zbyt mało szczerze: może ono stopniowo przestać być warstwą umożliwiającą działanie i zacząć zachowywać się tak, jakby samo było celem instytucji. Taka zmiana rzadko przychodzi dramatycznie. Zwykle narasta po cichu — a przez to niebezpiecznie — poprzez akumulację: dodatkowy etap kontroli, kolejna warstwa zatwierdzeń, nowy obowiązek raportowania, następny komitet, coraz grubsza dokumentacja, coraz więcej sygnałów, że powaga oznacza kontrolę, a odpowiedzialność najlepiej wyraża się procedurą.

Każdą z tych zmian z osobna można często uzasadnić — i często rzeczywiście należy. Problemem nie jest to, że instytucje budują governance. Problemem jest to, że często nie zauważają momentu, w którym governance przestaje być proporcjonalne do celu.

Właśnie tutaj użyteczną soczewką staje się tzw. Żelazne Prawo Instytucji, publicznie przypisywane Jonowi Schwarzowi. Opisuje ono dynamikę, którą wielu liderów rozpoznaje intuicyjnie: osoby kontrolujące instytucję mogą z czasem stać się bardziej zainteresowane zachowaniem własnej pozycji wewnątrz niej niż realizacją większego celu organizacji. Gdy wewnętrzny mechanizm instytucji sam staje się przedmiotem lojalności, governance rozszerza się nie tylko dlatego, że jest użyteczne, ale również dlatego, że samo się chroni.

W zestawieniu z klasyczną analizą biurokracji Roberta K. Mertona ostrzeżenie staje się jeszcze wyraźniejsze. W Bureaucratic Structure and Personality Merton pokazał, że systemy stworzone po to, by wytwarzać niezawodność i dyscyplinę, mogą twardnieć w rytualizm. Przestrzeganie reguł przestaje być oceniane przez pryzmat tego, czy nadal służą misji, a zaczyna być oceniane wyłącznie przez to, czy zostały poprawnie zastosowane. To, co zaczyna się jako struktura, staje się przywiązaniem. To, co zaczyna się jako rozliczalność, zastępuje osąd.

W mojej własnej pracy ten sam wzorzec łączy etyczne przywództwo z inercją organizacyjną, entropią organizacyjną i trudnością transformacji. Instytucje nie opierają się zmianie wyłącznie operacyjnie. Opierają się jej strukturalnie, kulturowo, a czasem moralnie — zwłaszcza gdy systemy stworzone, by wspierać cel, zaczynają zamiast tego chronić siebie.

W The Four Pillars of Portfolio Management argumentowałem, że wyniki organizacji kształtują nie tylko strategia i procesy, lecz głębsze warunki systemowe wpływające na zdolność instytucji do pozostania adaptacyjną, spójną i ukierunkowaną na cel (Lazar, 2018). Dwa z tych warunków są tu szczególnie istotne: inercja organizacyjna i entropia organizacyjna.

Inercja organizacyjna to opór instytucji przed ruchem. Powoduje, że struktury, priorytety, ścieżki decyzyjne i wzorce alokacji zasobów utrzymują się długo po tym, jak przestały tworzyć wartość. Entropia organizacyjna jest inna, choć powiązana: to stopniowa utrata spójności, gdy energia się rozprasza, zgodność z celem słabnie, a coraz większa część wysiłku organizacji jest zużywana na utrzymywanie jej samej zamiast na znaczące wykonanie.

Nadmierne lub samoodnoszące się governance wzmacnia oba zjawiska jednocześnie. Zwiększa inercję, ponieważ każda próba adaptacji musi przechodzić przez więcej interfejsów, zatwierdzeń, zależności i obron proceduralnych. Jednocześnie przyspiesza entropię, ponieważ energia organizacji jest przekierowywana na podtrzymywanie i zarządzanie samym governance. Instytucja pozostaje zajęta, ale mniej spójna; kontrolowana, ale mniej żywa; aktywna, ale mniej znacząca.

To samo tłumaczy, dlaczego transformacje organizacyjne są tak trudne. Nie tylko dlatego, że ludzie boją się zmiany, komunikacja jest niedoskonała czy dyscyplina wykonania nierówna. Są trudne, ponieważ instytucje o wysokiej inercji i entropii rozwinęły często systemy governance chroniące istniejący porządek pod językiem powagi i odpowiedzialności. Zmianie opiera się wówczas sama architektura, która ma zapewniać ład.

Dlatego etycznego przywództwa nie można redukować do osobistej cnoty. Lider może być osobiście uważny i etycznie poważny, a jednocześnie przewodzić architekturze governance, która stopniowo osłabia zdolność instytucji do służenia. Brown i Treviño pomagają uchwycić tę różnicę, pokazując etyczne przywództwo nie tylko jako osobiste zachowanie, ale również jako kształtowanie norm, decyzji, komunikacji i systemów wzmacniania zachowań w całej organizacji. Jeśli systemy uczą ludzi przedkładać defensywność nad służbę, proces nad rozeznanie i wewnętrzne przetrwanie nad zewnętrzny wkład, problem nie jest wyłącznie menedżerski. Jest etyczny.

To także powód, dla którego perspektywa ESG ma znaczenie. W dzisiejszym dyskursie Governance bywa traktowane tak, jakby większa jego ilość automatycznie oznaczała dojrzałość, powagę lub odpowiedzialność: więcej nadzoru, kontroli, raportowania, przeglądów, formalizacji. Governance nie jest jednak cnotliwe dlatego, że jest rozbudowane. Jest wartościowe tylko wtedy, gdy pozostaje proporcjonalne, celowe i zgodne z misją.

W moim podejściu do ESG Governance nie jest wyższą warstwą modelu ani celem samym w sobie. Ma wspierać integralność całości i tworzyć warunki, w których Environmental stewardship oraz Social responsibility stają się realne. Powinno pomagać instytucjom mądrze zarządzać zasobami, odpowiedzialnie nawigować kompromisy, utrzymywać rozliczalność i sprawiać, by zobowiązania wobec ludzi, społeczności i ekosystemów nie były retoryką. G nie jest więc celem. Jest architekturą, dzięki której E i S mogą być wiarygodne i trwałe.

Kiedy Governance zaczyna żyć własnym życiem, równowaga ESG zostaje zaburzona. Wymiar środowiskowy cierpi, bo zasoby potrzebne na odporność, innowację, ograniczanie ryzyka i długoterminową trwałość są zużywane na raportowanie, proceduralną eskalację, rytuały audytowe i teatr kontroli. Organizacja zaczyna inwestować więcej w pokazywanie, że zarządza zrównoważonym rozwojem, niż w faktyczne jego rozwijanie. Wymiar społeczny cierpi równie mocno, bo ludzie zaczynają doświadczać organizacji bardziej jako maszyny zgodności niż wspólnoty celu. Osąd się zawęża, zaufanie zastępuje dokumentacja, relacje ustępują workflow, a służba defensywności proceduralnej.

W tym sensie Żelazne Prawo Instytucji jest czymś więcej niż cyniczną obserwacją o władzy. Jest ostrzeżeniem dotyczącym trwałości. Kiedy osoby kontrolujące instytucję stają się bardziej oddane ochronie mechanizmu governance niż misji, governance rozszerza się poza stewardship i staje się instytucjonalnym samozachowaniem przebranym za odpowiedzialność. Ponieważ dzieje się to pod językiem rygoru i kontroli, bywa nagradzane długo po tym, jak stało się przeciwskuteczne.

Każdy, kto pracował w dużej instytucji, prawdopodobnie widział jakąś wersję tego zjawiska. Organizacja non-profit staje się świetna w zaspokajaniu wymagań raportowych darczyńców, ale traci kontakt z rzeczywistością beneficjentów. Uniwersytet bardziej dba o protokół administracyjny niż jakość uczenia. Korporacja bardziej inwestuje w wyniki kontroli wewnętrznej niż w realną innowację środowiskową lub zaufanie interesariuszy. Instytucja publiczna tak bardzo koncentruje się na proceduralnej obronie, że sama wartość publiczna staje się abstrakcją.

To właśnie w tym miejscu etyczne przywództwo musi interweniować — nie sloganami, lecz rozeznaniem. Liderzy powinni pytać: czy nasze systemy governance nadal pomagają nam służyć misji, czy zaczęły służyć samym sobie? Czy chronimy integralność, czy jedynie proces? Czy umożliwiamy environmental stewardship i social responsibility, czy konsumujemy zasoby potrzebne, aby je urzeczywistnić? Czy wzmacniamy etyczną kulturę, czy stopniowo zastępujemy ludzki osąd zrytualizowaną zgodnością?

To nie są jedynie pytania techniczne. Są jednocześnie pytaniami etycznymi, strategicznymi i dotyczącymi trwałości. Instytucja nie musi się zawalić, by ponieść porażkę. Może pozostać elegancka, uporządkowana, zgodna z procedurami i administracyjnie imponująca, a jednocześnie stopniowo tracić moralną i strategiczną spójność, która czyniła ją wartą podtrzymywania. Może przetrwać proceduralnie, a osłabnąć merytorycznie; funkcjonować, ale coraz mniej służyć.

Jeśli poważnie traktujemy etyczne przywództwo i trwałość organizacji, Governance musi wrócić na właściwe miejsce. Powinno być silne, ale proporcjonalne; zdyscyplinowane, ale umożliwiające działanie; rozliczalne, ale skoncentrowane na misji. Musi chronić integralność, nie zastępując celu, i wspierać wyniki środowiskowe oraz społeczne zamiast pochłaniać energię potrzebną do ich osiągnięcia. Kiedy governance staje się ważniejsze od celu, a proces ważniejszy od ludzi, instytucje mogą nadal wyglądać stabilnie z zewnątrz — ale stabilność nie jest tym samym co trwałość, a przetrwanie nie jest tym samym co służba.

Źródła

Brown, M. E., & Treviño, L. K. (2006). Ethical leadership: A review and future directions. The Leadership Quarterly, 17(6), 595–616. Chapoutot, J. (2021). Free to Obey: How the Nazis Invented Modern Management. Polity. Kaptein, M. (2011). Understanding unethical behavior by unraveling ethical culture. Human Relations, 64(6), 843–869. Lazar, O. (2018). The Four Pillars of Portfolio Management: Organizational Agility, Strategy, Risk, and Resources. Routledge. Merton, R. K. (1940). Bureaucratic structure and personality. Social Forces, 18(4), 560–568. Schwarz, J. Publicznie przypisywane sformułowanie „Iron Law of Institutions”.

 
 
 

Komentarze


bottom of page