Służba ponad statusem: przywództwo dla misji, nie dla ego
- Olivier Lazar

- 18 godzin temu
- 2 minut(y) czytania

W miarę rozwoju tej serii i naszej wspólnej eksploracji wartości etycznego przywództwa — dotąd Spójności, Odważnej odpowiedzialności i Transformacyjnej pokory — z Waszych komentarzy i refleksji coraz wyraźniej wyłania się jedna rzecz: przywództwo łączy się z etyką wtedy, gdy przestaje być skupione na liderze (albo „unleaderze” — tak, ja też wymyślam słowa). Rozmowa nieustannie wraca do intencji, integralności i zaangażowania w coś większego od nas samych.
To prowadzi nas do kolejnej wartości: Służby ponad statusem.
Zawsze uważałem, że prawdziwą miarą lidera nie jest ilość miejsca, które zajmuje — a niektórzy zajmują go bardzo dużo; sam też mam do tego czasem skłonność — lecz ilość przestrzeni, którą tworzy dla innych, aby mogli rosnąć, uczyć się i brać odpowiedzialność. Przywództwa nie napędza prestiż ani uznanie, lecz cel i intencja.
Kiedy liderzy koncentrują się na statusie, wszystko staje się kruche. Ludzie zaczynają chronić swój wizerunek zamiast organizacji, która z czasem zaczyna bardziej obracać się wokół nich niż wokół swojej misji. Decyzje służą zabezpieczeniu pozycji, a nie realizacji celu. Zespoły stają się ostrożne zamiast odważne, a organizacja zaczyna krążyć wokół hierarchii zamiast wkładu.
Gdy jednak liderzy wybierają służbę zamiast statusu i stawiają „Dlaczego” — jak powiedziałby Simon Sinek — ponad „Kto”, coś się zmienia. Praca i kultura zaczynają być napędzane celem zamiast indywidualnymi agendami. Ludzie zaczynają ufać intencji stojącej za decyzjami nawet wtedy, gdy się z nimi nie zgadzają, i chętniej wyruszają w proponowaną drogę. To zasadniczo różnica między rejsem a przykuciem do wioseł rzymskiej galery: jedno buduje legitymację, drugie jedynie jej żąda.
Ta wartość stawia również osobiste pytanie, które sam regularnie sobie zadaję: czy chcę być liderem, który błyszczy — a tak, jestem „red-red” — czy liderem, który pomaga innym rosnąć i rozwijać się poza granicami ich ról i tytułów?
Odpowiedź na to pytanie kształtuje wszystko: nasze zachowanie, decyzje, sojusze i kulturę. Jest też osobistym wyzwaniem: wyjść ze swojej strefy komfortu, bardziej ukierunkowywać niż wydawać polecenia, bardziej wpływać niż mówić ludziom, co mają robić, bardziej uczyć niż demonstrować.
Służba ponad statusem nie oznacza poświęcania siebie. To wybór wkładu zamiast ego, stewardship zamiast poczucia uprzywilejowania i misji zamiast próżności. I jest to w dużej mierze doświadczenie uczenia się.
Przywództwo buduje zaufanie, gdy używamy naszej pozycji do podnoszenia innych, a nie siebie. Nabiera znaczenia, gdy mierzymy własny sukces wzrostem, bezpieczeństwem i siłą ludzi, którym służymy.
Czy pracowaliście z liderem, którego wpływ wynikał bardziej ze służby niż z formalnej władzy? Co zmieniło to dla ludzi wokół niego?



Komentarze