Wspólna odpowiedzialność powiernicza: przywództwo, które wykracza poza nas samych
- Olivier Lazar

- 18 godzin temu
- 2 minut(y) czytania

W tej serii o etycznym przywództwie przyjrzeliśmy się już Spójności, Odważnej odpowiedzialności, Transformacyjnej pokorze i, ostatnio, Służbie ponad statusem. Każda z tych wartości wywołała znaczące rozmowy, a jedna rzecz powraca nieustannie: przywództwo nigdy nie jest działaniem samotnym. Zawsze jest relacyjne, połączone z innymi i kształtuje więcej, niż jesteśmy w stanie od razu zobaczyć.
To prowadzi nas do kolejnej wartości: Wspólnej odpowiedzialności powierniczej — Shared Stewardship.
Dla mnie stewardship zaczyna się od prostej zmiany perspektywy. Przywództwo nie jest czymś, co posiadamy; jest czymś, co zostaje nam powierzone. Mamy obowiązki, nie przywileje. Wpływamy na ludzi, systemy i przyszłość daleko wykraczającą poza nasze tytuły i czas pełnienia funkcji. I niezależnie od tego, czy nam się to podoba, nasze decyzje rozchodzą się szerokimi kręgami. Wpływają na zaufanie, kulturę, motywację, wyniki, a czasem nawet na kierunek całych organizacji.
Wspólna odpowiedzialność powiernicza oznacza uznanie, że przywództwo nie kończy się na granicach naszej bezpośredniej roli. To zobowiązanie wobec czegoś większego niż opis stanowiska, większego niż osobiste ambicje i większego niż pojedynczy lider.
Oznacza też, że nigdy nie przewodzimy sami, lecz razem z ludźmi, którzy na nas polegają, a często także poprzez nich. Przewodzimy z naszymi zespołami, partnerami, społecznościami i z myślą o przyszłości — przyszłości, której zaskakująco niewielu liderów poświęca wystarczająco dużo uwagi.
Stewardship nie polega na zatrzymywaniu czegoś dla siebie; polega na trosce i pozostawieniu rzeczy w lepszym stanie niż ten, w którym je zastaliśmy. Przypomina też, że władza, której używamy dzisiaj, ukształtuje warunki, które inni odziedziczą jutro.
Często mówiłem, że przywództwo jest sztafetą, a nie występem. Pytanie nie brzmi: „Jak daleko mogę dojść?”, lecz: „Co przekazuję dalej i w jakim stanie?”. Niektórzy liderzy zamykają wszystko wokół siebie i w efekcie tworzą zależność. Stewardzi robią odwrotnie: rozwijają zdolności, wzmacniają innych i projektują systemy, które przetrwają ich samych.
Ta wartość zachęca także do bardziej osobistej refleksji. Kiedy podejmuję decyzję, czy myślę tylko o następnych trzydziestu dniach, czy również o następnych trzech latach?
Czy traktuję przywództwo jak własność czy jak odpowiedzialność?
Czy buduję środowisko, w którym ludzie potrafią rozwijać się beze mnie, czy takie, które uzależnia ich ode mnie?
Czy posiadam władzę, czy sprawuję ją w imieniu innych?
Wspólna odpowiedzialność powiernicza nie jest romantyczną ideą; jest bardzo praktyczna. Organizacje prowadzone przez stewardów mają większą ciągłość, zdrowszą kulturę, bardziej odporne zespoły i wyraźniejsze powiązanie z celem. Kiedy liderzy rozumieją, że nie są właścicielami, lecz opiekunami misji, wszystko się zmienia: ego maleje, odpowiedzialność rośnie, a organizacja staje się mądrzejsza.
Gdzie widzieliście stewardship w działaniu? Co zmienił on w kulturze lub wynikach zespołu?



Komentarze